Opis
Podczas lektury miałam nieodparte wrażenie, że poprzez fikcyjne postacie – szczególnie Petrę – Popik wyraża swoją sympatię do może i zaniedbanych, ale niezwykle interesujących pod względem architektonicznym kamienic, ich historii i historii ludzi, którzy w nich żyli. Wydaje się, jakby jej bohaterowie realizowali pewien plan, który pisarka ukuła w swojej głowie, poznając dzieje dzielnicy. Wyobrażam sobie, że tak właśnie było, bowiem z tekstu bije niesamowita jej znajomość i – odważę się użyć tego słowa – miłość do opisywanego miejsca. I tutaj pojawia się we mnie pewien dysonans. O ile sama powieść jest naprawdę niezwykle ciekawa i „mięsista” (tak nazywam te historie, w których ważna jest nie określona liczba znaków, a sens każdego zdania), o tyle doszłam do wniosku, że nie potrafię przeżyć jej tak, jak powinnam. I nie dlatego, że autorka popełniła gdzieś błąd. Mam pewne braki, a dokładniej brak wiedzy na temat Biskupiej Górki. Wyobrażam sobie, jak wielką przyjemność musi stanowić lektura powieści z punktu widzenia gdańszczanina (nie wspominając o mieszkańcach tytułowego Salwatora). Zazdroszczę emocji, które przeżywa lokals, a których ja nigdy nie będę potrafiła w sobie obudzić.
Dlatego właśnie polecam tę książkę przede wszystkim tym, dla których Gdańsk to nie tylko „miasto nad morzem”. Myślę, że dla tej części czytelników „Królowa Salwatora” to prawdziwa gratka. Jednak mój przykład doskonale pokazuje, że nie trzeba wcale być Pomorzaninem, by poczuć, że ta niezwykle oryginalna powieść jest po prostu kawałkiem bardzo dobrej literatury.
Opinie
Na razie nie ma opinii o produkcie.